Miód na skołotane serce

Okładka książki "Gierek. Człowiek z węgla"
Okładka książki "Gierek. Człowiek z węgla"
Dzisiaj zamiast o Gierku trochę o książce o Gierku mojego autorstwa. Pewnie oznacza to, że się chwalę. Widać po blisko dwóch latach codziennego niemal obcowania z byłym I sekretarzem przy pisaniu „Gierka. Człowieka z węgla”, nie udało mi się uniknąć uczucia, którego Sztygar miał w nadmiarze – miłości własnej. Mimo to, a może właśnie dlatego, pozwalam sobie przytoczyć fragment recenzji Przemysława Poznańskiego, kiedyś dziennikarza „Gazety Wyborczej”, dzisiaj prowadzącego świetny blog o książkach „Zupełnie inna opowieść”. Świetny nie dlatego, że autor dobrze ocenia moją książkę, ale dlatego, że rzecz cała jest naprawdę interesująca. Co istotne, a co wcale nie jest regułą wśród recenzentów, nim Poznański o książce napisze, to wcześniej Poznański tę książkę przeczyta. W dzisiejszym świecie – bezcenne!

Po lekturze książki redaktor Poznański napisał, że Gierek był postacią skomplikowaną i napisanie biografii byłego szefa PZPR nie było proste. Tu się, skromnie spuszczając oczęta, z autorem recenzji zgodzę „w całej rozciągłości”. I dalej oddaje już głos recenzentowi: „Trzeba powiedzieć wprost: Gajdziński zmierzył się z materią trudną, ale z tej walki wyszedł obronną ręką. Zdecydowanie nie postawił pomnika, ale i nie wziął do ręki tak popularnego ostatnio u niektórych historyków łomu, którym wali się na oślep i burzy wszystko jak leci. Gierek Gajdzińskiego to nie wielki przywódca (choć często na Zachodzie szanowany i podziwiany), to nie mąż stanu czy choćby przebiegły strateg, ale człowiek, który osiągnął szczyty, bo uwierzył, że jest wielki, człowiek z podstawowym wykształceniem, bez ekonomicznego przygotowania, unikający trudnych spraw i decyzji, Dyzma znikąd, który ma jednak przynajmniej jeden niewątpliwy talent – umiejętność rozmawiania z robotnikami i przekonywania ich do swoich racji (słynne: „Pomożecie?”). Nic dziwnego – jest jednym z nich, górnikiem z belgijskiej kopalni węgla kamiennego w Limburgii, który pierwszą pracę podjął w wieku 13 lat, legitymując się sfałszowaną metryką. Jest człowiekiem wyrzuconym z Francji za współorganizowanie strajku w kopalni.
Gajdziński swą opasłą książkę, bogato ilustrowaną wycinkami z ówczesnej prasy, ale i reklamami rodzimych produktów z „przerwanej dekady” (biuściasta niewiasta oparta o maskę polskiego fiata), zbudował nie tylko na dokumentach czy opublikowanych autobiografiach bohaterów, ale podszedł do niej po dziennikarsku, rozmawiając z tymi, którzy mogli mieć najlepszą wiedzę o latach 70. i 80., a przede wszystkim o kulisach rozgrywek na szczytach władzy, w tym z generałem Wojciechem Jaruzelskim – początkowo jednym z ludzi Gierkowi najbliższych, który później, w przeddzień stanu wojennego skazał Sztygara na internowanie.
Gajdziński jest autorem obiektywnym, choć da się w jego książce wyczuć złość – na tych, którzy stawiając Gierkowi pomniki, posługują się pamięcią wybiórczo. Na tych, którzy tęsknią za dawnymi czasami, nie przyjmując tak prostych argumentów, jak choćby suche dane gospodarcze – w 1975 roku za przeciętna pensję można było kupić 70 kg schabu, w 2012 roku już 159, w połowie gierkowskiej dekady stać nas było na 39 paczek kawy miesięcznie, teraz są to już 324 paczki i choć chleb czy mleko były znacznie tańsze, to już jajek w miesiącu zjeść możemy dziś ponad 5000, za Gierka – 1400.
Gajdziński chce więc przywrócić nam wszystkim pełną pamięć o epoce Sztygara, nie tylko o krówkach, coca-coli i Peweksach, ale i o gospodarczych „osiągnięciach” ekipy. W 1980 roku dochód narodowy brutto Polski był czterokrotnie niższy, niż w Hiszpanii, choć w latach 30. XX startowaliśmy z podobnego poziomu rozwoju i oba kraje miały równie trudną historię. Co więcej, najczęściej nie pamiętamy też, że PKB w latach 70. był tylko minimalnie wyższy, niż za Gomułki, że w 1971 roku, a więc krótko po objęciu władzy przez Gierka staliśmy w kolejkach średnio 73 minuty, a w 1976 roku już 94”.
Redaktorowi Poznańskiemu dziękuję serdecznie. Jak się Państwo domyślacie, miło mi było to czytać. Inne recenzje też sprawiły mi sporą radości, bo to zawsze miło słuchać miłych słów pod swoim adresem. Jak będzie dalej zobaczymy, bo już niebawem, 27 listopada br., będę miał przyjemność dyskutować o Gierku i mojej jego biografii na Targach Książki Historycznej w Warszawie. Początek o 11,30. A grono szykuje się zacne i kompetentne, bo zaproszenie do dyskusji przyjęli profesorowie Paweł Bożyk i Antoni Dudek oraz redaktor Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”. Zapraszam.
Na sekundę wrócę jeszcze do słów o pięknych ilustracjach w „Gierku. Człowieku z węgla”. To, rzecz jasna, zasługa Wydawnictwa Poznańskiego, a chyba przede wszystkim pana Filipa Karpowa. Dzięki za to, bo ikonografia znacząco podnosi wartość książki.
Cała recenzja i pozostałe „zupełnie inne opowieści” o książkach pod adresem https://alexkuklov.wordpress.com/
Trwa ładowanie komentarzy...